wtorek, 6 listopada 2012

Na południe od granicy, na zachód od słońca.



Lubię czytać  Murakamiego. Nie czuję w nim Azji, co prawda nie byłam nigdy w Japonii i nie wiem jak wyglądają miasta w kraju kwitnącej wiśni, ale z jego prozy wynika, że zwyczajnie, jak Warszawa, czy może jakieś większe, zachodnie  miasto, ale zwyczajnie.   
Gdy zaczyna się fragment dotyczący głównego nurtu książki, bohater jeździ BMW, prowadzi dwa modne bary z muzyką jazzową na żywo, żona ma  jeepa cherokee, posiadają mieszkanie w modnej dzielnicy  i domek w górach.  Do tego majątku doszedł tylko z niewielką pomocą zamożnego teścia, ale skrupulatnie spłaca pożyczkę.
Ludzie lubią muzykę pod każdą szerokością geograficzną, lubią też się przy niej napić, więc interes idzie dobrze.  I właśnie w momencie największego  prosperity oraz szczęścia rodzinnego (dodatkowo dwie udane córeczki),  wkracza znajoma, bardzo dawna,  z lat dziecinnych wręcz.  Kiedyś było to zwykłe lubienie się dwojga samotnych dzieciaków, obecnie stało się bez mała  ich obojga obsesją.
Problem banalny. Stara znajomość po wielu latach ożywa i budzi dylemat – czy zniszczyć to, co zostało zbudowane,  zawieść zaufanie, zerwać  z dotychczasowym życiem w imię dawnej miłości?
A może fantasmagorii?
Tytuł powieści jest fragmentem tekstu piosenki Nat King Cola, dużo jest tam zresztą  odniesień muzycznych,  więc ja też przypomniałam sobie słowa starej,  tym razem polskiej  piosenki – „nie było ciebie tyle lat, poukładałam sobie świat  i nie porzucę tego już” .  Banalne, no nie? Ale co może być na zachód od słońca? 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Pięćdziesiąt twarzy Graya


„Pięćdziesiąt  twarzy Graya” E. L. James,   to powieść  dwuznaczna.  Z jednej strony naszpikowana  szczegółowymi  opisami scen erotycznych i zachowania poddającej się  władzy mężczyzny bezwolnej dziewczyny, a z drugiej przedstawiająca przeobrażenie, czy też  zmianę osobowości tytułowego Graya, na skutek obcowania  z Aną.
Pojęcie „porno” w czasach mojego dzieciństwa nie znałam w ogóle. Nie wiem, być może w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku tak było w całej Polsce, a  może tylko w otoczeniu  w jakim się wychowywałam.  Wraz z rozwojem cywilizacyjno  technologicznym porno pojawiło się jak wiele innych nowych wyrażeń i nowych technologii  i zdobyczy cywilizacji,   których  wcześniej zwyczajnie  nie było.
Po przeczytaniu „50 twarzy Graya” zastanowiłam się , czy jest to soft porno jak to określają niektórzy krytycy.  No cóż, wszystko zależy od podejścia. We wspomnianych latach sześćdziesiątych jednak to byłoby całkowite hard.  
Ale nie skupiając się na stronie erotycznej powieści,  to ogólnie wieje nudą.  
Nie wiem do kogo mogłaby być dedykowana ta książka, do młodych panienek  chyba nie, dla osób dorosłych jest zbyt oczywista i przewidywalna.  Być może tylko  Brytyjczycy są tym targetem, który zachwyca się powieścią.
U nas książka miała  dobry marketing i pewnie kilka osób ją kupiło. I pewnie wszyscy się zawiedli. Ja tak.