poniedziałek, 5 listopada 2012

Pięćdziesiąt twarzy Graya


„Pięćdziesiąt  twarzy Graya” E. L. James,   to powieść  dwuznaczna.  Z jednej strony naszpikowana  szczegółowymi  opisami scen erotycznych i zachowania poddającej się  władzy mężczyzny bezwolnej dziewczyny, a z drugiej przedstawiająca przeobrażenie, czy też  zmianę osobowości tytułowego Graya, na skutek obcowania  z Aną.
Pojęcie „porno” w czasach mojego dzieciństwa nie znałam w ogóle. Nie wiem, być może w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku tak było w całej Polsce, a  może tylko w otoczeniu  w jakim się wychowywałam.  Wraz z rozwojem cywilizacyjno  technologicznym porno pojawiło się jak wiele innych nowych wyrażeń i nowych technologii  i zdobyczy cywilizacji,   których  wcześniej zwyczajnie  nie było.
Po przeczytaniu „50 twarzy Graya” zastanowiłam się , czy jest to soft porno jak to określają niektórzy krytycy.  No cóż, wszystko zależy od podejścia. We wspomnianych latach sześćdziesiątych jednak to byłoby całkowite hard.  
Ale nie skupiając się na stronie erotycznej powieści,  to ogólnie wieje nudą.  
Nie wiem do kogo mogłaby być dedykowana ta książka, do młodych panienek  chyba nie, dla osób dorosłych jest zbyt oczywista i przewidywalna.  Być może tylko  Brytyjczycy są tym targetem, który zachwyca się powieścią.
U nas książka miała  dobry marketing i pewnie kilka osób ją kupiło. I pewnie wszyscy się zawiedli. Ja tak. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz