„Pięćdziesiąt twarzy
Graya” E. L. James, to powieść dwuznaczna. Z jednej strony naszpikowana szczegółowymi opisami scen erotycznych i zachowania poddającej się władzy mężczyzny
bezwolnej dziewczyny, a z drugiej przedstawiająca przeobrażenie, czy też zmianę osobowości tytułowego Graya, na skutek obcowania
z Aną.
Pojęcie „porno” w czasach mojego dzieciństwa nie znałam w
ogóle. Nie wiem, być może w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku tak było w
całej Polsce, a może tylko w otoczeniu w jakim się wychowywałam. Wraz z rozwojem cywilizacyjno technologicznym porno pojawiło się jak wiele
innych nowych wyrażeń i nowych technologii i zdobyczy cywilizacji, których wcześniej zwyczajnie nie
było.
Po przeczytaniu „50 twarzy Graya” zastanowiłam się , czy
jest to soft porno jak to określają niektórzy krytycy.
No cóż, wszystko zależy od podejścia. We wspomnianych latach sześćdziesiątych
jednak to byłoby całkowite hard.
Ale nie skupiając się na stronie erotycznej powieści, to ogólnie wieje nudą.
Nie wiem do kogo mogłaby być dedykowana ta książka, do
młodych panienek chyba nie, dla osób
dorosłych jest zbyt oczywista i przewidywalna.
Być może tylko Brytyjczycy są tym
targetem, który zachwyca się powieścią.
U nas książka miała dobry marketing i pewnie kilka osób ją
kupiło. I pewnie wszyscy się zawiedli. Ja tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz