Dzisiaj mam rocznicę ślubu. Celowo nie piszę którą, bo było to naprawdę dawno, powiem tylko że koralowa i ciut ciut, ale za to tego pamiętnego dnia była prześliczna, wiosenna pogoda. Ja występowałam w sukience z krótkim rękawem, mój świeżo poślubiony małżonek w garniturze, goście też przyszli bez płaszczy. A było to właśnie 19 marca. Porównując z dzisiejszą śnieżycą dochodzę do wniosku, że ocieplenie klimatu to jakieś oszustwo.
Ślub odbywał się w Pałacu Ślubów na Placu Zamkowym i ponieważ był tylko jeden - to przyszło naprawdę dużo gości. Do tego stopnia, że po samej uroczystości, podczas składania życzeń, zatarasowaliśmy całe przejście i kolejne pary nie mogły się przecisnąć do właściwej sali. Naprawdę powstał korek, w związku z czym pracownik Pałacu spytał naszego przyjaciela, kto to się żeni, że przyszło tyle ludzi i czy może prosić nas o szybsze załatwienie tych życzeń. Nasz przyjaciel, człowiek wesoły i dowcipny, powiedział, że żeni się syn ambasadora Turcji i dlatego jest tylu gości. Na co pan pracownik podszedł do stojącego obok mnie męża, nieświadomego całego zajścia i prosząc go o zrobienie przejścia dla następnych par, zwrócił się do niego per "wasza ekscelencjo". Do dzisiaj się z tego śmiejemy. Naszego przyjaciela, jak i wielu innych gości nie ma już z nami. Jubileusze przywodzą na myśl różne wspomnienia. Panta rhei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz