sobota, 6 października 2012

Deszczowa Piosenka w Romie


W ostatni czwartek wybrałam się w towarzystwie miłej kompanii do Romy na musical  "Deszczowa piosenka”. Teatr był nabity po brzegi, bo jest  to dopiero kilka dni po premierze. I  było to naprawdę bardzo ładne.  W rolach głównych: Dariusz Kordek, Jan Bzdawka,  Ewa Lachowicz, brawurowy Tomasz Pałasz, Barbara Kurdej, Robert Rozmus  – to naprawdę obsada gwiazdorska.  Bardzo podobał mi się właśnie Jan Bzdawka w roli Cosmo Browna – przyjaciela  głównego bohatera – był akurat taki, jaki powinien być przyjaciel: zawsze na miejscu i wszędzie tam, gdzie jest potrzebny.  Podziw dla Barbary Kurdej, która miała dosyć dużą ilość tekstu i piosenek do zagrania głosem piskliwym i świadomie paskudnym. Myślę, że po każdym przedstawieniu powinna iść na zwolnienie lekarskie z powodu zdarcia gardła.  Balet był wspaniały, przeważało  oczywiście stepowanie i taniec w stylu amerykańskim. Szalenie zabawne wstawki filmowe, bo jak wiadomo rzecz dzieje się głównie w hali zdjęciowej, ale także na ulicach  Hollywood i obok jakiegoś przystanku autobusowego. Scenografia dosyć oczywista i przejrzysta. Przedstawienie bardzo zabawne,  ale najlepsze jest to, że na scenie pada deszcz i to solidnie. Kordek śpiewa i tańczy Singin’ In the Rain w strugach wody, chlapie i bryzga na publiczność z pierwszych czterech czy pięciu rzędów, a widzowie ci mają do przykrycia jakieś folijki.  Woda podobno jest ciepła i pachnąca. J Widzowie zresztą są niezwykle aktywni: gdy Don woła w kierunku widowni „zatrzymajcie tę dziewczynę” uciekająca Kathy nie ma oczywiście szans na umknięcie. Zostaje zatrzymana chyba już przy trzecim rzędzie. Wystawienie w Romie znanego musicalu bardzo mi się spodobało – było wierne oryginałowi z lat pięćdziesiątych, ale też niosło pewną świeżość i nowość, a poza tym było polskie i grane u nas J
Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na pewną sytuację z widowni. Otóż dwa rzędy przede mną siedziały dwie panie z  córeczkami pewnie, dziewczynkami na oko siedmio-dziewięcioletnimi.  Dzieci były znużone, widać było, że są senne, pokładały się i uwieszały na mamach, przeciągały się unosząc rączki rozkosznie w górę, ale szczytem się stało, gdy mamusie wzięły je na kolana podsadzając wysoko. Dziewczynka przede mną dawała mamie buzi, przytulała sie i wydawała sie być  całkowicie niezainteresowana akcją dziejącą się na scenie, mama usiłowała ją zaciekawić, a to wszystko odbywało  się na wysokości powyżej normalnego poziomu głów w rzędzie. Na zwróconą uwagę mama nie zareagowała wcale. Uważam, że należy mi się odszkodowanie od dyrekcji teatru za poniesione straty w oglądaniu Make 'Em Laugh. Niech nie wpuszczają na spektakle dla dorosłych  takich małych dzieci. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz